Dowiedz się więcej
Poznaj i zrozum jak wygląda
Technologia
Elastyczne zespoły
Sztuczna inteligencja
Cloud / chmura
Rozwój oprogramowania
Projektowanie produktów cyfrowych
Wybrane technologie
Usługi serwisowe IT
Fintech
Przemysł i produkcja
Rozwiązania dedykowane
Oprogramowanie produkcyjne
Rozszerzona rzeczywistość
Oprogramowanie dla branży HoReCa
W wielu firmach produkcyjnych energia to pozycja, która potrafi „zjeść" 15–30% kosztów operacyjnych. Problem w tym, że mimo wysokich rachunków mało kto potrafi odpowiedzieć na proste pytanie: które linie, maszyny i procesy realnie generują to zużycie? W praktyce zarządzanie energią często odbywa się „na czuja" — dopóki faktury rosną w akceptowalnym tempie, temat nie trafia na listę priorytetów.
Tyle że w Polsce w ostatnich dwóch latach ceny energii dla firm przemysłowych wzrosły o ponad 80%. W takiej sytuacji nawet niewielkie straty — nieszczelna instalacja sprężonego powietrza, źle ustawione parametry grzania, praca urządzeń poza produkcją — zaczynają mieć realny wpływ na marżę. To właśnie te miejsca, w których energia znika bez kontroli i bez efektu w produkcie, wiele zakładów nazywa dziś „energetycznymi czarnymi dziurami".
Najczęstszy model wygląda podobnie: księgowość lub administracja zbiera faktury, ktoś w Excelu porównuje miesiąc do miesiąca, czasem dochodzi do tego ręczny odczyt liczników na hali. To daje ogólny obraz trendu, ale rzadko prowadzi do decyzji, które faktycznie obniżają zużycie. Z perspektywy zarządzania produkcją to po prostu zbyt mało informacji i zbyt późno.
Po pierwsze, faktura jest danymi historycznymi — pokazuje, co już się wydarzyło. Jeśli w połowie miesiąca pojawiło się nietypowe zużycie, dowiesz się o tym po czasie, gdy możliwości reakcji są ograniczone. Po drugie, brakuje szczegółowości: wiesz, ile zużyła hala albo cały zakład, ale nie wiesz, która wtryskarka, która suszarnia czy która sekcja sprężarek odpowiada za wzrost.
Najbardziej praktyczny problem w produkcji jest jednak inny: bez danych z poziomu procesu trudno powiązać energię z wynikiem. Jeśli zużycie rośnie, to czy dlatego, że zwiększyliśmy wolumen, czy dlatego, że coś działa gorzej niż powinno? W Excelu zwykle nie da się tego rozdzielić. A bez tego trudno odróżnić naturalny koszt produkcji od marnotrawstwa, które można szybko wyciąć.
Do tego dochodzi kwestia anomalii: krótkie piki, praca urządzeń w nocy, powtarzalne skoki w konkretnych godzinach. Na fakturze wszystko zlewa się w jedną liczbę. A to właśnie anomalia jest często początkiem konkretnego działania: korekty ustawień, serwisu, zmiany harmonogramu albo prostego „wyłączać po zmianie".
Dedykowany system monitoringu energetycznego rozwiązuje problem w prosty sposób: zamiast zgadywać, zaczynasz mierzyć i porównywać. Nie chodzi o skomplikowaną automatykę na starcie, tylko o wiarygodne dane z właściwych miejsc oraz o czytelny obraz tego, co się dzieje z energią w czasie pracy zakładu.
W warstwie pomiarowej instalowane są liczniki i analizatory w kluczowych punktach — na liniach, maszynach lub grupach odbiorników. Dzięki temu można rozdzielić zużycie na obszary odpowiedzialności: produkcja, media pomocnicze, infrastruktura, magazyn, biuro. W wielu zakładach już samo to porządkuje dyskusję o kosztach, bo kończy się spór „kto zużywa" na rzecz twardych danych.
Dane są zbierane na bieżąco, w krótkich interwałach (np. co sekundę lub częściej), a następnie trafiają do oprogramowania, które je porządkuje, agreguje i pozwala porównywać okresy, zmiany, zlecenia czy linie. Najważniejsze jest to, że informacje są dostępne nie po miesiącu, ale wtedy, gdy dzieje się problem — i można reagować operacyjnie.
Ostatnia warstwa to prezentacja: dashboardy i raporty dopasowane do różnych ról. Operator potrzebuje prostego sygnału „coś jest nietypowe", utrzymanie ruchu chce wiedzieć „gdzie i od kiedy", a zarząd potrzebuje trendów, kosztów oraz informacji, czy działania optymalizacyjne dają efekt. Taki system da się wdrażać etapowo — zaczynając od kilku najważniejszych punktów, bez konieczności opomiarowania całego zakładu pierwszego dnia.
Wyobraźmy sobie średnią firmę produkującą elementy plastikowe na wtryskarkach. Koszt energii był istotny, ale do tej pory zarządzany głównie poprzez analizę faktur oraz ogólne wskaźniki produkcji. Po wdrożeniu monitoringu na poziomie wybranych maszyn i mediów pomocniczych firma po kilku tygodniach zobaczyła rzeczy, których wcześniej nie dało się wychwycić.
Pierwsze odkrycie dotyczyło dwóch identycznych wtryskarek pracujących na podobnych zleceniach. Jedna zużywała około 40% więcej energii niż druga przy porównywalnej produkcji. Po sprawdzeniu okazało się, że problemem nie była „starość maszyny", tylko źle skalibrowane grzałki cylindra i nieoptymalne utrzymanie temperatury. Korekta ustawień i krótkie działania serwisowe wyrównały zużycie bez wymiany sprzętu.
Drugie źródło strat to sprężarki. Monitoring pokazał, że instalacja utrzymywała wysokie zużycie przez całą noc, mimo że produkcja nie pracowała. W praktyce oznaczało to zasilanie strat i podtrzymywanie niepotrzebnego ciśnienia „na wszelki wypadek". Wdrożono prosty harmonogram wyłączania oraz procedurę dla zmian, co ograniczyło nocne zużycie bez wpływu na dostępność mediów rano.
Trzecia obserwacja dotyczyła pików w godzinach, w których energia była droższa. Po korelacji danych z planem pracy okazało się, że część procesów pomocniczych można przesunąć na inne okna czasowe bez ryzyka dla terminowości. W efekcie firma uzyskała ok. 18% redukcji kosztów energii w skali roku — nie przez „cudowną technologię", tylko dzięki widoczności i konsekwentnej optymalizacji.
Od 2026 roku temat energii nie dotyczy już tylko kosztów. Coraz więcej firm wchodzi w obowiązki raportowania wynikające z CSRD, a nawet jeśli dana spółka nie raportuje jeszcze bezpośrednio, zaczyna odczuwać presję z łańcucha dostaw. Duzi odbiorcy i zagraniczni partnerzy częściej pytają o zużycie energii i emisje, bo sami muszą wykazać wpływ środowiskowy swojej działalności.
System monitoringu energetycznego pomaga przede wszystkim w tym, że dane przestają być „szacunkami". Można raportować zużycie w podziale na obszary, procesy i źródła, a także budować spójne podstawy do liczenia emisji związanych z energią kupowaną (scope 2) oraz — w zależności od organizacji i źródeł — części emisji operacyjnych (scope 1). To ułatwia też stawianie celów dekarbonizacyjnych, bo widać, od jakiej bazy startujemy i gdzie faktycznie są największe rezerwy.
Co ważne, monitoring ułatwia rozmowę z audytorem i klientem: zamiast ogólnych deklaracji można pokazać metodę, trend i logikę poprawy. Firmy, które nie mają wiarygodnych danych, będą miały problem nie tylko z formalnym „compliance", ale też z utrzymaniem konkurencyjności w przetargach i relacjach B2B, gdzie wymagania środowiskowe stają się standardem.
Monitoring jest początkiem — daje podstawę do decyzji. Gdy firma zbierze dane historyczne i nauczy się z nich korzystać, może przejść krok dalej: od obserwacji do przewidywania i sterowania. W wielu zakładach dopiero po kilku miesiącach widać pełny potencjał, bo dane zaczynają pokazywać sezonowość, różnice między zmianami, wpływ konkretnych zleceń oraz charakterystyczne profile zużycia.
Kolejny etap to predykcja zużycia na podstawie planu produkcji: jeśli wiemy, co i na czym będziemy produkować, można przewidzieć obciążenie i porównać je z rzeczywistością. Tam, gdzie pojawiają się odchylenia, zwykle kryje się konkretna przyczyna — techniczna albo organizacyjna. To zmienia energię z „rachunku do zapłaty" w parametr procesu, który da się kontrolować podobnie jak jakość czy wydajność.
Możliwe jest też reagowanie na sygnały cenowe, np. ograniczanie wybranych odbiorów w godzinach droższych lub przesuwanie części zadań, jeśli produkcja na to pozwala. Przy zakładach mających fotowoltaikę czy magazyny energii pojawia się jeszcze jeden wymiar: maksymalizacja autokonsumpcji oraz planowanie pracy w taki sposób, aby korzystać z tańszej lub własnej energii wtedy, gdy jest dostępna.
Istotnym elementem jest alertowanie o anomaliach — nie jako „kolejna skrzynka powiadomień", ale jako narzędzie utrzymania standardu. Jeśli system wykrywa, że konkretna maszyna pobiera nietypowo dużo energii względem normy dla danego wyrobu, można zareagować zanim koszt rozleje się na cały miesiąc albo zanim problem przerodzi się w awarię.
Wdrożenie monitoringu energetycznego warto potraktować jak projekt operacyjny, a nie jak zakup „kolejnego systemu". Najwięcej efektów osiągają firmy, które zaczynają od jasnego celu: czy priorytetem jest szybka redukcja kosztów, przygotowanie do raportowania ESG, czy oba te obszary jednocześnie. Cel determinuje, co mierzyć najpierw i jak raportować wyniki.
Dobrą praktyką jest start od krótkiego audytu energetycznego w rozumieniu praktycznym: wskazania największych odbiorników i obszarów, gdzie podejrzewamy straty. Potem można zaprojektować etapowe opomiarowanie — tak, by już pierwszy etap dał użyteczne wnioski. W produkcji zwykle lepiej opomiarować kluczowe punkty dobrze niż próbować „objąć wszystko" i utonąć w danych bez właściciela procesu.
Warto też od początku myśleć o integracji z tym, co już działa w firmie — ERP, MES, rejestracją zleceń czy danymi o zmianach. Bez tego energia pozostanie odseparowanym wskaźnikiem, a największą wartość daje dopiero wtedy, gdy można ją zestawić z produkcją. No i na koniec czynnik ludzki: dane są warte tyle, ile reakcji organizacji. Najprostszy, ale często kluczowy element to ustalenie, kto ogląda wskaźniki, jak często i co ma się stać, gdy pojawi się odchylenie.
Rosnące koszty energii i wymagania związane z ESG sprawiają, że w 2026 roku brak szczegółowej wiedzy o zużyciu staje się realnym ryzykiem biznesowym. Dedykowany monitoring energetyczny pomaga firmom produkcyjnym zobaczyć, gdzie energia „ucieka", oddzielić koszt produkcji od marnotrawstwa i podejmować decyzje oparte na faktach, a nie na intuicji.
To nie jest projekt, który wymaga od razu wielkich inwestycji w park maszynowy. W wielu zakładach pierwsze oszczędności wynikają z porządkowania ustawień, harmonogramów i pracy mediów pomocniczych — czyli z rzeczy, które były niewidoczne bez pomiaru. A gdy dane już są, firma zyskuje fundament pod kolejne kroki: od raportowania CSRD po inteligentną optymalizację, planowanie zużycia i realną redukcję śladu węglowego.
— Dawid
Dawid jest założycielem aveneo, które stało się cenionym partnerem biznesowym dla wielu firm i organizacji, oferując im innowacyjne i dopasowane do ich potrzeb rozwiązania IT. Dzięki wizji i strategii Dawida aveneo stale się rozwija i umacnia swoją pozycję na rynku jako lider w dziedzinie tworzenia dedykowanego oprogramowania.