Dowiedz się więcej
Poznaj i zrozum jak wygląda
Technologia
Elastyczne zespoły
Sztuczna inteligencja
Cloud / chmura
Rozwój oprogramowania
Projektowanie produktów cyfrowych
Wybrane technologie
Usługi serwisowe IT
Fintech
Przemysł i produkcja
Rozwiązania dedykowane
Oprogramowanie produkcyjne
Rozszerzona rzeczywistość
Oprogramowanie dla branży HoReCa
W świecie AI przez lata obowiązywała prosta zasada: im większy model, tym lepsze odpowiedzi. W praktyce w przedsiębiorstwach produkcyjnych ta logika szybko zderza się z kosztami, wymogami bezpieczeństwa i trudnością wdrożenia rozwiązań, które działają wyłącznie w chmurze. Coraz częściej pojawia się więc alternatywa: Small Language Models, czyli mniejsze modele językowe, które mogą działać lokalnie i sensownie wspierać procesy na produkcji.
Small Language Models (SLM) to kompaktowe modele językowe, które potrafią rozumieć i generować tekst podobnie jak duże modele klasy GPT-4 czy Claude, ale są od nich wielokrotnie lżejsze. Zamiast dziesiątek czy setek miliardów parametrów mają ich zwykle od kilkuset milionów do kilku miliardów. Ta różnica nie jest wyłącznie „techniczną ciekawostką" — przekłada się bezpośrednio na możliwość uruchomienia modelu we własnej infrastrukturze, na typowym serwerze firmowym, a w wybranych scenariuszach nawet na urządzeniach brzegowych blisko maszyn.
W praktyce SLM to nie „gorsza wersja" dużego modelu, tylko inny kompromis: mniej ogólnej wiedzy i mniejsza elastyczność w zadaniach otwartych, ale znacznie lepsza przewidywalność kosztów, mniejsza latencja i łatwiejsza kontrola nad danymi. Dlatego w rozmowach o „lokalnej AI" w firmach produkcyjnych coraz częściej padają nazwy takie jak Phi-3, Gemma 2, Mistral 7B czy LLaMA 3.2. Te modele da się dopasować do konkretnych procedur, słownictwa i kontekstu zakładu, co dla produkcji bywa ważniejsze niż umiejętność prowadzenia długiej, kreatywnej konwersacji.
W przemyśle decyzje o wdrożeniu AI rzadko wynikają z mody. Liczy się stabilność, bezpieczeństwo oraz to, czy rozwiązanie da się utrzymać operacyjnie bez mnożenia ryzyk. SLM dobrze wpisują się w te oczekiwania, bo pozwalają „przenieść inteligencję" bliżej danych i procesów, które dzieją się na hali, w utrzymaniu ruchu czy w jakości.
Najczęściej powody są bardzo konkretne i biznesowe:
Warto zauważyć, że te korzyści wzajemnie się wzmacniają. Niska latencja jest łatwiejsza do osiągnięcia, gdy model jest lokalny, a lokalność automatycznie pomaga w ochronie danych i redukcji zależności od zewnętrznych usług.
Największa wartość SLM ujawnia się wtedy, gdy model jest osadzony w konkretnym przepływie pracy, a nie działa jako osobny „chat do rozmów o wszystkim". W firmach produkcyjnych często chodzi o szybki dostęp do wiedzy, wsparcie decyzji operacyjnych i automatyzację rutynowych działań tekstowych.
Wyobraźmy sobie operatora CNC, który ma wątpliwość, czy dla konkretnego materiału i narzędzia można bezpiecznie zmienić parametr posuwu w aktualnym zleceniu. Zamiast szukać w instrukcjach lub dzwonić po technologa, korzysta z asystenta stanowiskowego dostępnego na tablecie przy maszynie. Model, uruchomiony lokalnie, odpowiada natychmiast i odwołuje się do firmowych procedur, dopuszczalnych zakresów oraz notatek serwisowych. Kluczowe jest to, że asystent nie „zgaduje" w próżni, tylko bazuje na zatwierdzonej wiedzy i kontekście stanowiska.
Inny scenariusz dotyczy jakości. W wielu zakładach wady są opisywane w sposób niejednolity: jeden pracownik napisze „rysa", inny „zarysowanie", a ktoś jeszcze „smuga na powłoce". SLM może automatycznie analizować raporty jakościowe i ujednolicać opisy, a także wskazywać podejrzane wzorce, na przykład nagły wzrost określonego typu defektu po zmianie dostawcy materiału lub po przestawieniu parametrów. To nie zastępuje inżyniera jakości, ale przyspiesza wykrycie anomalii i skraca czas dotarcia do właściwych danych.
W planowaniu produkcji SLM mogą pełnić rolę inteligentnej warstwy dialogowej nad danymi historycznymi. Planista zamiast przeklikiwać raporty pyta: „Jakie były najczęstsze przyczyny przestojów na linii A w ostatnich dwóch tygodniach i które z nich powtarzały się przy zleceniach dla produktu X?". Model nie musi sam wymyślać optymalizacji, ale może streścić przyczyny, pogrupować je i wskazać, gdzie warto zajrzeć głębiej. W praktyce takie „podsumowania operacyjne" oszczędzają czas, bo zamieniają analizę wielu ekranów na jedną rozmowę opartą o dane.
Bardzo przyziemny, a jednocześnie opłacalny obszar to utrzymanie ruchu. Zgłoszenia potrafią być chaotyczne, pisane skrótami i pod presją czasu. SLM potrafi automatycznie klasyfikować i routować zgłoszenia: rozpozna, czy problem dotyczy elektryki, pneumatyki, PLC czy mechaniki, nada priorytet na podstawie słów kluczowych i kontekstu linii oraz dopyta o brakujące informacje. W efekcie zgłoszenie trafia szybciej do właściwej osoby, a dane są bardziej kompletne.
Wdrożenie SLM nie musi oznaczać przebudowy całej infrastruktury, ale wymaga świadomego zaprojektowania „gdzie model mieszka" oraz jak rozmawia z systemami. Najprostszy obrazek to model uruchomiony na serwerze w firmowej serwerowni, z którego korzystają aplikacje poprzez API w sieci lokalnej. W praktyce są trzy popularne warianty: serwer on-premise, urządzenie edge blisko linii lub prywatna chmura (własne środowisko wirtualne z kontrolą sieci i dostępu). Wybór zależy od tego, czy priorytetem jest centralne zarządzanie, minimalna latencja na hali, czy elastyczność zasobów.
Integracja z istniejącymi systemami bywa ważniejsza niż sam wybór modelu. SLM w produkcji najczęściej zyskuje sens dopiero wtedy, gdy potrafi korzystać z danych z MES, ERP i SCADA, a także z dokumentacji (instrukcje, normy, karty technologiczne). Warto myśleć o tym jak o „tłumaczu" między człowiekiem a systemami: pracownik zadaje pytanie w naturalnym języku, a warstwa integracyjna zamienia je na zapytanie do bazy, odczyt statusu z MES albo pobranie procedury z repozytorium dokumentów.
W praktyce specjalizacja SLM najczęściej opiera się na dwóch mechanizmach. Pierwszy to fine-tuning, czyli dostrajanie modelu na firmowych danych, aby lepiej rozumiał słownictwo i styl. Drugi to RAG (Retrieval-Augmented Generation), czyli podejście, w którym model nie „polega na pamięci", tylko przed odpowiedzią wyszukuje właściwe fragmenty wiedzy w firmowych dokumentach i dopiero na ich podstawie generuje odpowiedź. Dla wielu organizacji RAG jest bezpieczniejszą drogą, bo łatwiej kontrolować źródła i aktualność treści, a aktualizacja wiedzy nie wymaga trenowania modelu od nowa.
Wymagania sprzętowe zależą od tego, jak duży model zostanie wybrany i jak intensywnie będzie używany. Inference (uruchamianie) można realizować na CPU, co bywa wystarczające przy mniejszych modelach i umiarkowanym ruchu, ale GPU znacząco poprawia czas odpowiedzi i przepustowość przy wielu równoległych zapytaniach. Dobrą analogią jest różnica między samochodem dostawczym a ciężarowym: oba dowiozą towar, ale przy rosnącej skali potrzebna jest inna „ładowność" i moc. Z perspektywy IT zwykle planuje się też pamięć RAM pod kontekst i indeksy RAG oraz sensowne mechanizmy logowania, kontroli dostępu i monitoringu jakości odpowiedzi.
W typowej architekturze pojawiają się elementy takie jak:
Te elementy nie muszą powstać naraz. Często zaczyna się od jednego procesu, jednego źródła wiedzy i jednego kanału dostępu (np. web lub tablet), a dopiero później rozbudowuje całość o kolejne integracje.
Wybór między SLM a dużym modelem chmurowym nie jest sporem o to, co „lepsze", tylko decyzją o dopasowaniu narzędzia do ryzyka, częstotliwości użycia i charakteru zadania. Duże LLM świetnie sprawdzają się tam, gdzie potrzebna jest duża ogólność: praca na bardzo zróżnicowanych dokumentach, generowanie dłuższych treści, kreatywne warianty komunikatów czy rzadkie, niestandardowe zapytania, które pojawiają się sporadycznie. Jeżeli firma potrzebuje raz na tydzień podsumować obszerny raport w różnych językach, model chmurowy może być uzasadniony, bo nie ma sensu utrzymywać infrastruktury tylko dla tego jednego zastosowania.
SLM wygrywają natomiast w scenariuszach codziennych i powtarzalnych, gdzie liczy się szybkość, kontrola i koszty. Jeśli na hali produkcyjnej asystent ma odpowiadać setki razy dziennie, a pytania dotyczą procedur, parametrów i wiedzy wewnętrznej, lokalna AI zwykle okazuje się bardziej praktyczna. Podobnie w zadaniach, w których w grę wchodzą dane wrażliwe, a organizacja nie chce, by były przetwarzane poza jej środowiskiem. Wtedy SLM stają się realną „alternatywą dla ChatGPT w firmie", bo dostarczają funkcjonalność konwersacyjną, ale w warunkach zgodnych z polityką bezpieczeństwa.
W wielu przedsiębiorstwach sensowne jest podejście hybrydowe: SLM obsługuje 80–90% codziennych zapytań lokalnie, a duży model w chmurze działa jako kontrolowany „fallback" do zadań wyjątkowych. Taki podział pozwala utrzymać koszty i prywatność, a jednocześnie nie blokuje bardziej złożonych potrzeb.
SLM mają też ograniczenia, które trzeba uwzględnić już na etapie planowania. Mniejsza „inteligencja" w porównaniu z topowymi LLM może objawiać się gorszym radzeniem sobie z bardzo złożonymi poleceniami lub długim kontekstem. Zwykle mityguje się to przez specjalizację: RAG z dobrze uporządkowaną bazą wiedzy, wąsko zdefiniowane zadania oraz jasne reguły odpowiedzi, w tym odsyłanie do źródeł.
Drugie wyzwanie to kompetencje. Nawet jeśli wdrożenie jest „kompaktowe", ktoś musi zadbać o jakość danych, ewaluację odpowiedzi, bezpieczeństwo i utrzymanie. Trzecia kwestia to aktualizacje modeli i całego otoczenia: tak jak systemy MES czy ERP wymagają utrzymania, tak samo lokalne modele i ich integracje potrzebują cyklu aktualizacji, testów i kontroli zmian.
W perspektywie 2026–2027 będzie rosnąć znaczenie architektur hybrydowych, w których SLM pracują lokalnie, a duże modele chmurowe wspierają je w zadaniach niestandardowych. Równolegle rozwija się sprzęt pod edge AI przemysł, co ułatwia uruchamianie modeli bliżej źródeł danych, nawet w warunkach ograniczonej łączności. Coraz bardziej prawdopodobna jest też standaryzacja wdrożeń: powtarzalne wzorce bezpieczeństwa, oceny jakości i integracji z systemami OT/IT, dzięki którym uruchomienie lokalnej AI będzie przypominało wdrożenie kolejnej usługi infrastrukturalnej, a nie eksperyment badawczy.
Small Language Models są praktyczną odpowiedzią na potrzeby firm produkcyjnych, które chcą korzystać z AI bez oddawania danych na zewnątrz i bez nieprzewidywalnych kosztów użycia. SLM w produkcji szczególnie dobrze sprawdzają się w rolach asystentów operacyjnych, w analizie raportów oraz w automatyzacji obiegu zgłoszeń i wiedzy. Dla wielu organizacji lokalna AI oparta o modele takie jak Phi-3, Mistral czy LLaMA może stać się trwałym elementem architektury cyfrowej, obok MES, ERP i narzędzi analitycznych.
Michał od ponad dekady projektuje aplikacje internetowe zbudowane w oparciu o framework ReactJS. Jego podejście do UX pozwala aveneo, jako software house, dostarczać czytelne i proste w obsłudze narzędzia, które adresują najbardziej zaawansowane potrzeby biznesowe.