Dowiedz się więcej
Poznaj i zrozum jak wygląda
Technologia
Elastyczne zespoły
Sztuczna inteligencja
Cloud / chmura
Rozwój oprogramowania
Projektowanie produktów cyfrowych
Wybrane technologie
Usługi serwisowe IT
Fintech
Przemysł i produkcja
Rozwiązania dedykowane
Oprogramowanie produkcyjne
Rozszerzona rzeczywistość
Oprogramowanie dla branży HoReCa
Nieplanowany przestój to jeden z tych problemów w produkcji, które rzadko pojawiają się w prezentacjach sprzedażowych, a bardzo często w prawdziwym życiu zakładu. Zatrzymana linia oznacza nie tylko utracone sztuki produktu. To także koszty ludzi, którzy czekają bezczynnie, opóźnienia w realizacji zamówień, ryzyko kar umownych, a czasem dodatkowe straty jakościowe, gdy proces trzeba ponownie ustabilizować. W wielu branżach wystarczy kilka godzin awarii kluczowej maszyny, by plan dnia rozsypał się jak domek z kart.
Przez lata utrzymanie ruchu przechodziło naturalną ewolucję. Najpierw dominowało podejście reaktywne: naprawiamy, gdy się zepsuje. Później popularność zdobyło utrzymanie prewencyjne, oparte na harmonogramach: wymieniamy elementy po określonym czasie lub liczbie cykli, nawet jeśli wciąż działają poprawnie. Dziś coraz więcej zakładów idzie krok dalej i stawia na utrzymanie predykcyjne, czyli Predictive Maintenance (PdM). To podejście, w którym nie zgadujemy „kiedy może się zepsuć", tylko próbujemy to oszacować na podstawie danych z maszyn i sygnałów ostrzegawczych, które pojawiają się zanim awaria stanie się faktem.
W 2021 roku Predictive Maintenance przestaje być ciekawostką z konferencji o Przemyśle 4.0. Dla wielu firm staje się praktycznym narzędziem do ograniczania ryzyka, stabilizowania produkcji i lepszego planowania kosztów. I właśnie o tej praktyce — bez przesadnie technicznego języka — jest ten artykuł.
Predictive Maintenance najprościej opisać jako sposób utrzymania maszyn, w którym decyzje serwisowe podejmuje się na podstawie faktycznego stanu urządzeń, a nie tylko kalendarza lub intuicji. W klasycznym podejściu prewencyjnym plan przeglądów jest z góry ustalony: co tydzień smarowanie, co miesiąc kontrola, co pół roku wymiana danego podzespołu. To często działa, ale ma dwie wady. Po pierwsze, można „serwisować za wcześnie", wymieniając elementy, które mogłyby pracować dłużej. Po drugie, można „serwisować za późno", bo awaria potrafi zdarzyć się pomiędzy przeglądami.
PdM próbuje wyjść z tego dylematu. Wykorzystuje dane z maszyn — najczęściej z czujników mierzących takie parametry jak wibracje, temperatura, pobór prądu, ciśnienie czy poziom hałasu — aby zauważyć subtelne zmiany w pracy urządzenia. Te zmiany bywają pierwszą oznaką zużycia łożyska, niewyważenia wirnika, problemów z układem smarowania albo rozregulowania napędu. Człowiek często zauważa je dopiero wtedy, gdy objawy są wyraźne. System analityczny może „zobaczyć" je wcześniej, bo porównuje bieżące sygnały z danymi historycznymi i typowymi wzorcami pracy.
W tym miejscu pojawia się rola IoT, czyli internetu rzeczy, rozumianego w praktyce jako sieć urządzeń pomiarowych i komunikacyjnych w zakładzie. Czujniki zbierają dane, a infrastruktura przesyła je do systemu, który potrafi je przechowywać i analizować. Kluczowa jest tu nie sama obecność czujników, ale konsekwentne budowanie obrazu „zdrowia" maszyny w czasie. Predictive Maintenance nie polega więc na pojedynczym pomiarze, tylko na obserwacji trendów i odchyleń — takich, które dla produkcji oznaczają jedno: mamy czas, by zareagować zanim linia stanie.
Wdrożenie predykcyjnego utrzymania ruchu zwykle zaczyna się od wyboru krytycznych urządzeń. Nie dlatego, że reszta maszyn jest nieważna, ale dlatego, że zwrot z inwestycji najszybciej widać tam, gdzie awaria najbardziej boli: na wąskich gardłach, kluczowych napędach, sprężarkach, pompach, mieszalnikach czy maszynach o długim czasie naprawy. Następnie dobiera się odpowiednie punkty pomiarowe i montuje czujniki — często w sposób możliwie nieinwazyjny, tak aby nie zatrzymywać produkcji na długo. Najczęściej zaczyna się od temperatury, drgań i ciśnienia, bo to parametry, które dobrze „zdradzają" zużycie mechaniczne i problemy z pracą układów.
Kolejny krok to zbieranie danych w czasie rzeczywistym lub w regularnych interwałach. Dane trafiają do systemu, który je porządkuje, oczyszcza i zestawia z informacjami o pracy linii: obciążeniu, zmianach produktu, warunkach otoczenia czy cyklach pracy. To ważne, bo ta sama maszyna potrafi zachowywać się inaczej w zależności od trybu produkcji. Dopiero na takim tle analiza ma sens.
W praktyce analityka PdM opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to reguły i progi — proste mechanizmy alarmowe, które mówią: „jeśli temperatura przekroczy X, uruchom alert". Drugi filar to algorytmy uczenia maszynowego (ML), które potrafią wychwytywać mniej oczywiste zmiany: na przykład powolny wzrost energii drgań w konkretnym paśmie częstotliwości albo powtarzalne odchylenia pojawiające się tylko przy określonym obciążeniu. Dla menedżera produkcji ważne jest to, że z punktu widzenia użytkownika wynik nie musi być skomplikowany. Najczęściej system podaje prosty sygnał: rośnie ryzyko awarii, sprawdź konkretny podzespół, zaplanuj interwencję w oknie serwisowym.
Wyobraźmy sobie linię, na której kluczowy silnik napędza przenośnik. Przez miesiące pracuje stabilnie, aż system zaczyna wykrywać nietypowy wzorzec drgań — jeszcze nie na poziomie awarii, ale wyraźnie odbiegający od normy. Analiza trendu sugeruje, że problem narasta, a model przewiduje wysokie prawdopodobieństwo uszkodzenia łożyska w perspektywie około dwóch tygodni. Zespół utrzymania ruchu dostaje alert z rekomendacją weryfikacji i przygotowania części. Dzięki temu wymiana odbywa się w zaplanowanym postoju weekendowym, zamiast w środku zmiany, gdy zamówienia są „na wczoraj". To nie magia — to po prostu lepsza informacja we właściwym momencie.
Najbardziej oczywistą korzyścią Predictive Maintenance jest redukcja nieplanowanych przestojów. Gdy awarie przestają zaskakiwać, produkcja działa stabilniej, a planowanie staje się realnym narzędziem, a nie sztuką gaszenia pożarów. Z perspektywy zarządu to często najważniejszy argument, bo przekłada się bezpośrednio na terminowość dostaw i wykorzystanie mocy produkcyjnych.
Drugim obszarem są koszty utrzymania ruchu. W podejściu czysto prewencyjnym łatwo wpaść w pułapkę „wymieniamy, bo tak mówi harmonogram", nawet jeśli element nie wykazuje oznak zużycia. PdM pozwala przesunąć część działań serwisowych na moment, w którym są naprawdę potrzebne. W praktyce oznacza to mniej wymian na zapas, lepsze wykorzystanie części zamiennych i mniej interwencji wykonywanych w trybie awaryjnym, który zawsze jest droższy. Według szacunków McKinsey utrzymanie predykcyjne może obniżać koszty utrzymania ruchu nawet o 10–40% — a to zakres, który w wielu zakładach robi różnicę w wynikach rocznych.
Warto też pamiętać o wydłużeniu żywotności maszyn. Jeśli wcześniej wykrywamy rozregulowanie, brak smarowania czy nadmierne obciążenia, to często zapobiegamy wtórnym uszkodzeniom. Jedna awaria potrafi pociągnąć za sobą kolejne, szczególnie w układach napędowych. PdM pomaga „zatrzymać problem" zanim się rozleje.
Korzyści są także jakościowe, bo niestabilna praca urządzeń bywa źródłem odchyleń procesowych. Gdy maszyna zaczyna pracować inaczej, produkt potrafi „odpłynąć" parametrami jeszcze zanim nastąpi całkowita awaria. Wreszcie jest bezpieczeństwo: mniej nagłych zdarzeń, mniej interwencji pod presją czasu i mniej sytuacji, w których zespół pracuje w warunkach awaryjnych.
W praktyce firmy najczęściej widzą zwrot z inwestycji dzięki połączeniu kilku efektów naraz:
PdM nie jest więc „gadżetem do monitoringu", tylko mechanizmem, który przenosi utrzymanie ruchu bliżej logiki biznesu: przewidywalności, planowania i kontroli ryzyka.
Choć Predictive Maintenance brzmi jak oczywisty kierunek, wdrożenia w realnych zakładach rzadko są proste. Pierwszym wyzwaniem bywa infrastruktura: sieć, dostęp do danych, sposób ich zbierania i przechowywania. W starszych zakładach część maszyn nie ma nowoczesnych sterowników, a dane procesowe są rozproszone. To nie przekreśla PdM, ale zwykle oznacza, że trzeba podejść do tematu etapowo i zacząć od urządzeń, które da się sensownie opomiarować bez przebudowy całej automatyki.
Drugim wyzwaniem jest integracja z istniejącymi systemami. Utrzymanie ruchu pracuje na CMMS lub EAM, produkcja ma własne narzędzia planistyczne, a automatyka swoje środowisko. Jeśli PdM ma przynosić efekty, alert nie może kończyć życia jako e-mail, który ginie w skrzynce. Musi przekładać się na działanie: zgłoszenie, zlecenie, plan postoju, zamówienie części. Dobra praktyka to zaplanowanie integracji od początku, choćby w minimalnym zakresie, tak aby przepływ pracy był spójny.
Trzecia bariera to kompetencje. Predykcja awarii wymaga współpracy kilku światów: UR, automatyki, IT i — coraz częściej — analityki danych. Nie każda firma ma od razu wszystkie te zasoby. Rozwiązaniem bywa wsparcie doświadczonego partnera technologicznego i równoległe budowanie kompetencji wewnętrznych. Szkolenia są ważne, ale równie ważne jest wypracowanie prostych zasad: kto odpowiada za weryfikację alertu, kto podejmuje decyzję o postoju, jak dokumentujemy przyczynę i wynik interwencji. Bez tego nawet najlepszy model będzie generował „sygnały", które nie zmieniają rzeczywistości.
No i są koszty początkowe, których nie warto zamiatać pod dywan. Czujniki, wdrożenie, integracja, czas ludzi — to wszystko wymaga budżetu. Dlatego najbardziej wiarygodną drogą jest podejście pilotażowe: wybór kilku krytycznych maszyn, jasne KPI (np. liczba unikniętych postojów, czas reakcji, spadek awarii) i decyzja o skalowaniu dopiero po potwierdzeniu efektów. PdM działa najlepiej wtedy, gdy jest traktowane jak program usprawnienia procesu, a nie jednorazowy zakup technologii.
Predictive Maintenance to w gruncie rzeczy zmiana sposobu podejmowania decyzji w utrzymaniu ruchu. Zamiast działać po fakcie albo według sztywnego harmonogramu, zakład zaczyna opierać się na sygnałach płynących z maszyn i na trendach, które mówią, co może wydarzyć się za tydzień czy dwa. W środowisku, gdzie przestój kosztuje realne pieniądze i wpływa na klientów, taka przewidywalność staje się wartością samą w sobie.
PdM nie usuwa wszystkich awarii i nie rozwiązuje problemów organizacyjnych „z pudełka". Może natomiast wyraźnie ograniczyć liczbę nieplanowanych zatrzymań, poprawić planowanie prac serwisowych, zmniejszyć część kosztów utrzymania ruchu i wesprzeć stabilność jakości. Najlepsze efekty pojawiają się wtedy, gdy wdrożenie jest etapowe, z jasno określonym celem biznesowym i z procesem obsługi alertów wpisanym w codzienną pracę UR.
Jeśli w Twoim zakładzie przestoje wciąż zbyt często „biorą się znikąd", warto zacząć od prostego pytania: które maszyny są dla nas krytyczne i jakie dane mogłyby najwcześniej ostrzegać o problemie? A potem — zamiast teoretyzować — porozmawiać z ekspertami i zaplanować mały, mierzalny pilotaż. W wielu przypadkach to najszybsza droga, by sprawdzić, ile Predictive Maintenance może wnieść do Twojej produkcji.
Michal.Details