Modernizacja systemów legacy: Jak przekształcić przestarzałe oprogramowanie w nowoczesną architekturę bez paraliżu firmy

Transformacja cyfrowa, Oprogramowanie dedykowane • 18.08.2021 • 8 minut

Wprowadzenie


W wielu średnich polskich firmach – szczególnie produkcyjnych – sercem działania nadal jest oprogramowanie wdrożone 10, 12 czy 15 lat temu. To często systemy ERP, rozwiązania do obsługi zamówień, planowania produkcji, magazynu czy utrzymania ruchu. Na co dzień „działają", więc naturalnym odruchem jest odkładanie decyzji o zmianie. Tyle że z czasem to, co było stabilnym fundamentem, zaczyna pełnić rolę hamulca.

W aveneo zwykle widzimy ten moment dość wyraźnie: firma chce wdrożyć nowy kanał sprzedaży, uruchomić e-commerce B2B, podłączyć nowoczesny WMS, usprawnić raportowanie albo wprowadzić automatyzację na produkcji. I nagle okazuje się, że dotychczasowe systemy nie tyle nie pomagają, co wręcz wymuszają „obejścia", ręczne operacje i kosztowne integracje szyte na miarę. To klasyczny dług technologiczny – nie w znaczeniu modnego hasła, ale realnej kumulacji decyzji z przeszłości, które dziś ograniczają prędkość zmian.

Rok 2021 dodatkowo przyspieszył temat. Po doświadczeniach pandemicznych wiele firm intensyfikuje cyfryzację: praca zdalna, rozproszone zespoły, większa zmienność popytu i łańcuchów dostaw. W takich warunkach systemy legacy jeszcze szybciej ujawniają swoje słabe strony, bo nie były projektowane na elastyczność, integracje w czasie rzeczywistym czy skalowanie pod skoki obciążenia.

Modernizacja systemów legacy

Kiedy system legacy staje się problemem


Zwykle nie jest tak, że pewnego dnia system „przestaje działać". Legacy staje się problemem po cichu, stopniowo. Najpierw rośnie koszt utrzymania – nie dlatego, że ktoś celowo przepala budżet, ale dlatego, że każde drobne usprawnienie wymaga coraz większego nakładu pracy. W pewnym momencie połowa energii idzie nie na rozwój, tylko na zabezpieczanie tego, co już jest: łatanie integracji, ręczne korekty danych, obchodzenie ograniczeń.

Drugi sygnał ostrzegawczy widać w integracjach. Nowe narzędzia – systemy WMS, platformy e-commerce, moduły APS, rozwiązania do analityki czy automatyzacji – komunikują się przez REST API, webhooki, kolejki zdarzeń, a czasem po prostu wymagają sensownego modelu danych i jednoznacznych identyfikatorów. Stary system często „nie mówi" nowoczesnym językiem. Można zbudować mosty, ale im więcej mostów, tym większe ryzyko, że w pewnym momencie zaczynamy utrzymywać skomplikowaną konstrukcję tylko po to, by nie ruszać rdzenia.

Kolejna rzecz to ludzie. Jeśli system powstał w niszowej technologii albo był wielokrotnie modyfikowany bez dokumentacji, zaczyna się problem z dostępnością kompetencji. Rekrutacja programisty znającego dane środowisko bywa trudna, a przeniesienie wiedzy od „jednej osoby, która to ogarnia" jest ryzykiem biznesowym – szczególnie w firmach, gdzie dział IT jest niewielki i każdy pełni kilka ról naraz.

Wreszcie czas wdrażania zmian. W produkcji to szczególnie bolesne: biznes potrzebuje szybkich modyfikacji, bo zmieniają się serie, technologie, wymagania klientów, dochodzą kolejne linie lub magazyny. Jeśli każda zmiana w systemie trwa miesiącami, a ryzyko „wywrócenia" czegoś po drodze rośnie, to firma przestaje reagować na rynek tak szybko, jak mogłaby.

Przykład, który dobrze oddaje sytuację (choć jest wyimaginowany, podobne historie znamy z praktyki): średniej wielkości producent wdrożył 12 lat temu ERP, który przez lata był dopasowywany do procesów. Dziś firma chce podłączyć nowoczesny WMS, bo rozbudowała magazyn i weszła w obsługę większej liczby indeksów oraz partii. WMS wymaga bieżącej wymiany danych o stanach, rezerwacjach, przesunięciach i numerach serii. ERP nie udostępnia API, a jego eksporty danych są budowane jako nocne paczki. Nagle okazuje się, że integracja jest możliwa, ale kosztem tak dużej liczby wyjątków i ręcznych działań, że projekt przestaje być „wdrożeniem WMS", a staje się próbą obejścia ograniczeń ERP.

Strategie modernizacji – od ewolucji do rewolucji


Modernizacja nie musi oznaczać „wyrzucamy wszystko i robimy od zera". W aveneo podchodzimy do tego jak do kontinuum: na jednym końcu jest delikatna ewolucja, na drugim pełna przebudowa. Wybór zależy od stanu technicznego systemu, jego roli w firmie, budżetu, tolerancji na ryzyko i – co ważne – realnego tempa zmian, jakiego potrzebuje biznes.

Najłagodniejszym podejściem bywa enkapsulacja, czyli wrapping. W praktyce chodzi o to, aby obudować stary system nowoczesnymi interfejsami, zwykle w postaci REST API. Nie zmieniamy wtedy rdzenia, ale umożliwiamy integracje z innymi narzędziami i odcinamy nowe elementy od archaicznych mechanizmów dostępu do danych. To rozwiązanie ma sens, gdy legacy jest stabilne, a firma potrzebuje szybko „odblokować" współpracę z nowymi systemami. W 2021 roku technicznie często oznacza to postawienie warstwy usług w .NET 5, konteneryzację w Dockerze i przygotowanie spójnych endpointów, zamiast kolejnych eksportów CSV czy integracji na poziomie plików.

Krok dalej jest Strangler Pattern – podejście, które zwykle kojarzymy z mądrą, kontrolowaną transformacją. Stary system nadal działa, ale zaczynamy stopniowo przejmować jego funkcje przez nowe komponenty. Najpierw wycinamy coś relatywnie niezależnego, np. moduł raportowy, obsługę reklamacji, rejestr zdarzeń produkcyjnych czy integrację z kurierami. Potem kolejne obszary. Z czasem „nowe" przejmuje coraz więcej odpowiedzialności, a „stare" kurczy się, aż przestaje być potrzebne. Ten model dobrze działa tam, gdzie firma nie może sobie pozwolić na wielomiesięczny „big bang", a jednocześnie chce konsekwentnie budować nowoczesną architekturę – często mikroserwisową, z wyraźnym podziałem domen i odpowiedzialności.

Replatforming to strategia, w której nie dotykamy (za bardzo) logiki biznesowej, ale przenosimy system na nowoczesną infrastrukturę. Mówimy tu o wirtualizacji, konteneryzacji, przeniesieniu do chmury (Azure lub AWS) albo uporządkowaniu procesu wdrażania w kierunku CI/CD. Taka modernizacja bywa niedoceniana, a potrafi szybko poprawić stabilność, bezpieczeństwo i skalowalność. W 2021 roku coraz częściej widzimy też, że firmy chcą mieć lepszą odporność na awarie i prostsze odtworzenie środowisk – a to są argumenty, które replatforming potrafi domknąć bez przebudowy całej aplikacji.

Na drugim końcu skali jest pełna przebudowa: nowy system od podstaw, z migracją danych i procesów. To podejście ma sens, gdy system legacy jest mocno przestarzały, jego architektura uniemożliwia rozwój albo koszty utrzymania są nieproporcjonalne do wartości, jaką daje. Pełna przebudowa brzmi jak rewolucja i często nią jest – dlatego trzeba ją prowadzić metodycznie, z jasnym zakresem, priorytetami i planem migracji. Jeśli firma zdecyduje się na ten wariant, wchodzimy w temat projektowania domen, budowania API-first, myślenia o integracjach i bezpieczeństwie „od początku", a także o tym, jak nowe rozwiązanie wpisze się w ekosystem narzędzi produkcyjnych i magazynowych.

Wybór nie jest akademickim ćwiczeniem. To decyzja, która wpływa na ryzyko operacyjne, koszty i tempo uzyskiwania efektów. Dlatego zawsze zaczynamy od zrozumienia, co jest naprawdę krytyczne dla firmy: czy największym bólem są integracje, czas wdrażania zmian, brak skalowania, a może ryzyko awarii i zależność od jednej osoby. Dopiero potem dobieramy strategię – czasem łącząc je w jednym programie modernizacji.

Strategie modernizacji systemów legacy

Jak uniknąć paraliżu podczas transformacji


Największa obawa, jaką słyszymy od właścicieli i dyrektorów IT, jest prosta: „nie możemy zatrzymać firmy". Produkcja ma działać, magazyn ma wydawać, sprzedaż ma przyjmować zamówienia, a księgowość ma zamykać miesiąc. Do tego dochodzi lęk przed utratą danych – i to jest obawa uzasadniona, bo migracja danych potrafi zaskoczyć nawet doświadczone zespoły.

Dlatego modernizacja, która ma się udać, powinna być etapowa i oparta o rzetelną analizę zależności. Zanim dotkniemy kodu, trzeba zrozumieć, jakie systemy rozmawiają ze sobą w firmie, gdzie są ręczne kroki, jakie są źródła prawdy dla danych, kto korzysta z czego i w jakich cyklach. W średniej firmie produkcyjnej zależności bywają bardziej złożone niż wynikałoby to z „mapy systemów" – bo obok oficjalnych integracji żyją jeszcze arkusze, makra, małe aplikacje i skrypty, które przez lata stały się częścią procesu.

Kolejny element to środowiska równoległe i bezpieczne przełączanie ruchu. Przy Strangler Pattern czy przy większej przebudowie często budujemy nową funkcjonalność obok starej, a następnie stopniowo przekierowujemy użytkowników lub integracje. To wymaga testów regresji i dobrze zorganizowanego procesu wdrożeniowego. W 2021 coraz częściej wspieramy się konteneryzacją (Docker) i orkiestracją (Kubernetes), bo pozwalają szybciej odtwarzać środowiska, lepiej kontrolować wersje i automatyzować wdrożenia. To nie jest „gadżet" – to narzędzie ograniczania ryzyka.

Nie da się też przejść przez modernizację bez ludzi po stronie biznesu. Kluczowi użytkownicy – brygadziści, planiści, magazynierzy, osoby z jakości czy księgowości – muszą być zaangażowani od początku, inaczej zespół IT będzie modernizował „wyobrażony proces". W praktyce szczególnie dobrze działa, gdy mamy wyznaczonych właścicieli procesów, którzy potrafią odpowiedzieć na pytanie: co jest krytyczne, co jest tylko nawykiem, a co można usprawnić przy okazji.

Pułapki? Najczęściej dwie. Pierwsza to zbyt ambitne harmonogramy, oparte na założeniu, że „przecież to tylko przepisanie". Systemy legacy mają ukrytą złożoność, a im dłużej działały, tym więcej wyjątków w nich zaszyto. Druga pułapka to niedocenienie migracji danych. Dane bywają niejednoznaczne, zduplikowane, niekompletne; dochodzą historyczne formaty, różne słowniki, a czasem brak spójnych identyfikatorów. Jeśli modernizacja ma być bezpieczna, migrację trzeba planować jak osobny projekt: z próbami, walidacją, regułami czyszczenia i scenariuszami rollbacku.

Korzyści biznesowe modernizacji


Najbardziej wymierną korzyścią jest skrócenie czasu wdrażania zmian. Jeśli firma potrafi wprowadzać modyfikacje w tygodnie, a nie w kwartały, zaczyna inaczej działać: szybciej odpowiada na wymagania klientów, sprawniej optymalizuje produkcję, odważniej testuje nowe modele sprzedaży. W praktyce oznacza to też mniej „ręcznych obejść", mniej pracy w arkuszach i mniej punktów, w których dane rozjeżdżają się między systemami.

Druga korzyść to redukcja kosztów utrzymania i ryzyka operacyjnego. Nowoczesna architektura, sensowny monitoring, automatyczne wdrożenia, czytelne API, lepiej ułożone logowanie zdarzeń – to wszystko sprawia, że system nie wymaga ciągłego „doglądania" przez te same osoby. A jeśli firma korzysta z chmury (Azure lub AWS) lub przynajmniej z nowoczesnej platformy uruchomieniowej, zyskuje też skalowalność i przewidywalność.

W 2021 nie sposób pominąć kontekstu pandemii. Nasi klienci, którzy zmodernizowali kluczowe systemy przed lockdownami, zwykle łatwiej przeszli przez skoki zapotrzebowania, zdalne dostępy, reorganizację procesów i wahania w łańcuchach dostaw. Modernizacja działa tu jak ubezpieczenie – nie eliminuje ryzyk biznesowych, ale sprawia, że firma ma większą zdolność adaptacji.

Podsumowanie


Modernizacja systemów legacy to proces, nie jednorazowy projekt „na ładnej prezentacji". Zwykle nie chodzi o technologię samą w sobie, tylko o odzyskanie zdolności do zmian: integracji z nowymi narzędziami, szybkiego wdrażania usprawnień, bezpiecznego skalowania i ograniczenia ryzyk związanych z utrzymaniem przestarzałych rozwiązań.

Każda firma startuje z innego miejsca i ma inną tolerancję na ryzyko, dlatego nie ma jednej recepty. W aveneo najczęściej zaczynamy od rozmowy i diagnozy: co dziś blokuje rozwój, jakie procesy są krytyczne i jaką ścieżkę modernizacji można poprowadzić tak, by biznes działał bez przerw. Jeśli temat legacy dotyczy również Państwa organizacji, chętnie skonfrontujemy założenia i pomożemy dobrać strategię, która będzie realna – zarówno technicznie, jak i operacyjnie.

Korzyści modernizacji systemów legacy

O autorze

Dawid jest założycielem aveneo, które stało się cenionym partnerem biznesowym dla wielu firm i organizacji, oferując im innowacyjne i dopasowane do ich potrzeb rozwiązania IT. Dzięki wizji i strategii Dawida aveneo stale się rozwija i umacnia swoją pozycję na rynku jako lider w dziedzinie tworzenia dedykowanego oprogramowania.

Dawid
CEO
Jesteś gotowy, żeby porozmawiać o swoim projekcie?