Dowiedz się więcej
Poznaj i zrozum jak wygląda
Technologia
Elastyczne zespoły
Sztuczna inteligencja
Cloud / chmura
Rozwój oprogramowania
Projektowanie produktów cyfrowych
Wybrane technologie
Usługi serwisowe IT
Fintech
Przemysł i produkcja
Rozwiązania dedykowane
Oprogramowanie produkcyjne
Rozszerzona rzeczywistość
Oprogramowanie dla branży HoReCa
Decyzja o cyfryzacji firmy produkcyjnej rzadko przegrywa z argumentami merytorycznymi. Najczęściej przegrywa z niepewnością. Właściciel lub dyrektor finansowy widzi ogólny kierunek rynku: więcej automatyzacji procesów, większa przejrzystość danych, krótsze czasy realizacji, lepsza kontrola jakości. Jednocześnie pojawia się pytanie, które skutecznie potrafi zatrzymać każdy projekt: „Ile to naprawdę będzie kosztować?".
To naturalna reakcja. Produkcja ma swoje twarde realia: maszyny, surowce, przestoje, terminy dostaw. Inwestycja w oprogramowanie bywa postrzegana jako „miękka", a przez to trudniejsza do wycenienia i jeszcze trudniejsza do obrony w arkuszu finansowym. Problem w tym, że w 2026 roku brak cyfryzacji przestaje być neutralną decyzją. To już nie jest „poczekamy jeszcze rok". To jest konkretny koszt, tylko ukryty w czasie, błędach, opóźnieniach i utraconych szansach sprzedażowych.
W wielu firmach produkcyjnych cyfryzacja zaczyna się od bolączek, które wszyscy czują, ale trudno je nazwać wprost. Ktoś wprowadza zamówienie do jednego systemu, ktoś drugi przepisuje je do kolejnego, ktoś trzeci koryguje różnice w stanach magazynowych, a na koniec i tak okazuje się, że raport dla zarządu pokazuje sytuację sprzed tygodnia. W tym samym czasie konkurencja podejmuje decyzje na podstawie danych z wczoraj, a czasem z dziś. Różnica nie zawsze jest widoczna od razu — ale po kilku kwartałach robi się bardzo realna.
Ten artykuł porządkuje temat „kosztu cyfryzacji" w sposób użyteczny dla decydentów. Pokażemy, gdzie firmy płacą dziś, gdy nie mają dobrze ułożonych przepływów informacji. Wyjaśnimy, z czego składa się inwestycja IT w produkcji i od czego zależy budżet (bez obiecywania uniwersalnych kwot, bo te zwyczajnie nie istnieją). Na koniec przejdziemy przez prosty sposób liczenia zwrotu z inwestycji (ROI oprogramowanie) na przykładzie firmy produkcyjnej i podpowiemy, jak zacząć bez skoku na głęboką wodę.
Najtrudniej rozmawia się o kosztach, których nie widać wprost na fakturze. A brak cyfryzacji firmy produkcyjnej generuje właśnie takie koszty: rozproszone, codzienne, „niewinne", przez co często uznawane za normalny element działania. Dopóki ktoś nie przeliczy ich na roboczogodziny, reklamacje, nadgodziny i utraconą sprzedaż.
W średniej wielkości firmie produkcyjnej bardzo typowym zjawiskiem jest ręczne przepisywanie danych pomiędzy systemami lub plikami. Zamówienia spływają mailem, ktoś przenosi je do arkusza, potem do systemu magazynowego, później do planowania, a na koniec do fakturowania. Jeśli przyjąć, że w skali całej administracji, logistyki i planowania mówimy o 15–20 godzinach tygodniowo „czystego przepisywania" (co w praktyce bywa nawet zaniżone), to rocznie robi się z tego kilkaset godzin pracy, które nie budują żadnej wartości dodanej. Co ważne: ta praca nie znika, gdy firma rośnie. Ona rośnie razem z firmą — i nagle okazuje się, że zamiast zatrudniać ludzi do obsługi klientów czy doskonalenia procesu, zatrudnia się kolejnych „przepisywaczy".
Ręczne wprowadzanie danych ma jeszcze jeden efekt: błędy ludzkie. W branży produkcyjnej nawet drobna pomyłka potrafi wywołać lawinę konsekwencji: źle zarezerwowany materiał, błędna specyfikacja, nie ten termin, nie ta partia. Firmy często żyją z „akceptowalnym poziomem" błędów, np. 1–2% zamówień wymagających korekt. Tyle że 2% przy rosnącej skali nie zostaje 2% kosztu — bo dochodzą telefony, przeróbki dokumentów, dodatkowe transporty, przyspieszenia na produkcji i reklamacje. W firmach, które porządkują przepływ danych i automatyzują kluczowe punkty wprowadzania informacji, spadek błędów o 80–95% jest jak najbardziej realny. To nie jest magia. To efekt tego, że dane wprowadza się raz i używa wielokrotnie, zamiast przepisywać je w kilku miejscach.
Kolejna pozycja, którą trudno zobaczyć w finansach, to opóźnienie w podejmowaniu decyzji. Gdy raporty przygotowuje się ręcznie, a dane spływają z kilku źródeł, zarząd dostaje obraz sytuacji sprzed tygodnia. W produkcji tydzień to bardzo dużo. To może być tydzień nieoptymalnego planu, tydzień nadmiernych zapasów albo tydzień niepotrzebnych przestojów, bo brakowało jednego elementu, który „miał być na magazynie". W praktyce firmy, które przechodzą na bieżące raportowanie, często odkrywają, że część problemów nie była „losowa" — tylko wynikała z braku widoczności.
Na końcu jest koszt, o którym najmniej chce się mówić, bo bywa najbardziej bolesny: utrata klientów. Jeśli konkurencja potrafi szybciej potwierdzić termin, szybciej uruchomić produkcję i szybciej dostarczyć, to różnica przestaje być „miłym dodatkiem". Staje się argumentem handlowym. Nawet kilka dni różnicy w czasie realizacji może oznaczać, że klient zacznie dzielić zamówienia lub przeniesie je gdzie indziej. Cyfryzacja nie jest więc tylko o „usprawnieniach wewnętrznych". To często warunek utrzymania pozycji rynkowej.
Gdy pada hasło „koszt cyfryzacji", wiele osób wyobraża sobie jedną liczbę: budżet projektu. Tymczasem inwestycja IT w produkcji jest sumą kilku warstw. Każda ma inny cel, inne ryzyka i inne czynniki kosztotwórcze. Im lepiej rozumiesz te warstwy, tym łatwiej kontrolujesz budżet i unikasz rozczarowań.
Na tym etapie firma porządkuje odpowiedź na pytanie: co dokładnie ma się zmienić w przepływie informacji i decyzji? Analiza i projektowanie to nie „dodatkowy koszt", tylko zabezpieczenie przed tym, żeby organizacja nie wydała pieniędzy na narzędzie, które nie pasuje do procesu.
Dobrze działa tu porównanie do budowy domu. Projekt architektoniczny to zwykle niewielki procent całej inwestycji (często 5–10%), ale bez niego budowa zamienia się w serię improwizacji. W oprogramowaniu jest podobnie: jeśli na starcie nie ustalisz, kto i kiedy wprowadza dane, kto je zatwierdza, jakie są wyjątki, jak wygląda kontrola jakości i jak raportuje się odchylenia — to te pytania i tak wrócą później. Tylko że wrócą już w trakcie budowy, kiedy każda zmiana jest droższa.
W tym miejscu często pojawia się pierwsza realna oszczędność: firmy odkrywają, że nie muszą cyfryzować wszystkiego naraz. Da się zaprojektować etapowanie: najpierw wąskie gardło, potem kolejne obszary. To ważne, bo pozwala rozłożyć koszt cyfryzacji w czasie i szybciej zacząć liczyć zwrot.
Wytworzenie systemu to część, którą najłatwiej kojarzyć z „programowaniem", ale dla decydenta ważniejsze jest zrozumienie, co podbija lub obniża budżet.
Koszt rośnie wraz ze złożonością procesów. Firma, która ma prosty model produkcji i niewiele wyjątków, zbuduje rozwiązanie szybciej niż organizacja, która ma wiele wariantów technologicznych, częste zmiany w specyfikacjach klientów i rozbudowaną kontrolę jakości.
Bardzo istotna jest liczba integracji z istniejącymi narzędziami. Jeśli dane muszą płynnie przechodzić między systemem finansowym, magazynem, narzędziami sprzedażowymi, planowaniem i rejestracją produkcji, to nie chodzi o „podłączenie kabla". Chodzi o spójność danych, odpowiedzialność za ich wersję i obsługę sytuacji wyjątkowych. Im więcej źródeł prawdy, tym większa potrzeba uporządkowania.
Znaczenie mają też wymagania branżowe i formalne. W produkcji często pojawiają się normy, ścieżki audytu, konieczność odtworzenia historii zmian, dokumentowanie partii czy powiązań materiałowych. Do tego dochodzą zmieniające się przepisy. Dla wielu firm w Polsce jednym z praktycznych tematów najbliższych lat jest Krajowy System e-Faktur (KSeF) i konsekwencje integracji z obiegiem dokumentów. To nie musi być „wielki projekt", ale trzeba uwzględnić, że systemy żyją w otoczeniu regulacyjnym.
Wdrożenie w firmie produkcyjnej rzadko kończy się na uruchomieniu narzędzia. To etap, w którym procesy zaczynają działać w nowym układzie, a ludzie muszą zaufać temu, co widzą w systemie. Jeśli pracownicy mają wrażenie, że „system nie działa", bo na starcie dane są niepełne lub ktoś obchodzi procedury, to organizacja szybko wraca do starych nawyków: notatek, telefonów i arkuszy.
Koszt wdrożenia zależy więc od skali zmiany i gotowości firmy do jej przeprowadzenia. Inaczej wdraża się narzędzie w dziale planowania i administracji, a inaczej na hali produkcyjnej, gdzie liczy się ergonomia, prostota i szybkość obsługi.
Szkolenia są elementem tej samej układanki. Najdroższe wdrożenia to nie te, które wymagają wielu godzin szkoleniowych, tylko te, które wymagają ich „w nieskończoność", bo proces nie został dobrze zaprojektowany. Dobre szkolenie nie polega na uczeniu przycisków, tylko na pokazaniu nowego sposobu pracy: co robimy inaczej, po co i jaki jest efekt.
Nawet najlepsze oprogramowanie nie jest „zrobione raz na zawsze". Pojawiają się aktualizacje bezpieczeństwa, zmieniają się wymagania formalne, rośnie skala produkcji, dochodzą nowe produkty, nowe magazyny, nowe linie lub nowe sposoby raportowania. Do tego dochodzi naturalny rozwój: gdy firma zaczyna korzystać z danych, chce ich więcej i chce je wykorzystywać mądrzej.
Utrzymanie i rozwój nie powinny być traktowane jako przykry obowiązek, tylko jako sposób na to, aby inwestycja nie traciła wartości. Z punktu widzenia finansowego warto od początku założyć, że cyfryzacja to program, a nie jednorazowy zakup. Różnica polega na tym, że po wdrożeniu podstawowych funkcji firma już korzysta z efektów, a kolejne prace są inwestycją w dalszą przewagę.
ROI oprogramowanie najłatwiej liczyć wtedy, gdy nie próbujesz objąć wszystkiego naraz. Zamiast „wycenić cyfryzację całej firmy", lepiej policzyć zwrot dla kluczowych punktów, które generują największe straty: ręczna praca, błędy, opóźnienia w decyzjach, przestoje wynikające z braku informacji. Poniżej przykład, który pokazuje mechanikę liczenia — bez zakładania, że każda firma ma identyczne stawki czy identyczny proces.
Wyobraźmy sobie firmę produkującą komponenty metalowe, zatrudniającą 80 osób. Przed wdrożeniem dedykowanego systemu trzy osoby z administracji spędzają łącznie 60 godzin tygodniowo na przepisywaniu danych między narzędziami i uzgadnianiu rozbieżności. To jest czas, który w praktyce nie tworzy wartości: nie zwiększa mocy produkcyjnych, nie poprawia jakości, nie skraca terminów. Dodatkowo średnio 2% zamówień zawiera błędy wymagające korekty, a czas od złożenia zamówienia do uruchomienia produkcji wynosi 48 godzin, bo informacje muszą „przejść przez firmę".
Po wdrożeniu następują trzy zmiany. Po pierwsze, dane są wymieniane automatycznie między obszarami firmy, co daje oszczędność 55 godzin tygodniowo. Po drugie, poziom błędów w zamówieniach spada do 0,1%, bo dane nie są przepisywane ręcznie, a walidacje wyłapują niezgodności wcześniej. Po trzecie, czas reakcji skraca się do 4 godzin, bo decyzje można podejmować na podstawie bieżących informacji, a nie raportu „z zeszłego tygodnia".
Jak to przełożyć na pieniądze? W najprostszym modelu masz trzy koszyki korzyści. Pierwszy to oszczędność czasu pracy. Jeśli 55 godzin tygodniowo wraca do firmy, to rocznie robi się z tego ok. 2 800 godzin. Nawet jeśli nie zwalniasz ludzi, tylko przesuwasz ich do zadań bardziej wartościowych, to finansowo ma to znaczenie: mniej nadgodzin, mniej „gaszenia pożarów", mniejsze ryzyko konieczności zatrudniania kolejnej osoby tylko po to, aby utrzymać obsługę administracyjną przy rosnącej sprzedaży.
Drugi koszyk to redukcja kosztów błędów. Błąd w zamówieniu to rzadko jedna korekta w systemie. To czas handlowca, administracji, planowania, czas produkcji (czasem przeróbka), czas magazynu, czas logistyki i często koszt wizerunkowy. Spadek z 2% do 0,1% oznacza, że problem nie znika całkowicie, ale przestaje być „codziennością". W wielu firmach dopiero wtedy widać, ile energii wcześniej pochłaniały korekty.
Trzeci koszyk to efekt szybszej realizacji. Skrócenie czasu od zamówienia do startu produkcji z 48 do 4 godzin nie musi automatycznie oznaczać wzrostu sprzedaży, ale bardzo często go umożliwia. Firma może przyjąć więcej zleceń przy tej samej załodze, bo mniej czasu traci na administrację i poprawki. Może też pewniej deklarować terminy i rzadziej je przesuwać, co w praktyce zmniejsza „rabat za ryzyko", jaki klienci wliczają w współpracę z dostawcą.
W typowych projektach usprawniających procesy w produkcji pełny zwrot z inwestycji pojawia się w horyzoncie 18–36 miesięcy. To oczywiście zakres, a nie obietnica — zależy od skali problemu, jakości wdrożenia i tego, czy firma faktycznie wykorzysta nowe możliwości. Ale jako punkt odniesienia jest to zdrowy przedział do rozmowy z finansami: cyfryzacja firmy produkcyjnej nie jest inwestycją „na kiedyś", tylko przedsięwzięciem, które powinno się bronić w rozsądnym czasie.
W praktyce firmy stoją przed dwiema drogami: wybór gotowego rozwiązania (często z abonamentem) albo budowa systemu dopasowanego do ich sposobu pracy. Ten wybór wpływa zarówno na koszt cyfryzacji na starcie, jak i na to, jak wygląda ROI po kilku latach.
Gotowe rozwiązania kuszą przewidywalnością i szybkością. Zwykle mają niższy koszt początkowy i da się je wdrożyć szybciej, szczególnie jeśli firma działa w standardowym modelu. Cena „wchodzi w fakturę" w postaci opłat licencyjnych, które rosną wraz z liczbą użytkowników lub modułów. Dla wielu organizacji to rozsądny wybór, zwłaszcza gdy priorytetem jest szybkie uporządkowanie podstaw.
Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach. Gotowy system działa najlepiej wtedy, gdy firma dopasuje do niego procesy. A to nie zawsze jest możliwe bez straty. Jeśli Twoje procesy są typowe i nie stanowią przewagi konkurencyjnej, taka standaryzacja może być wręcz korzystna. Problem pojawia się wtedy, gdy to właśnie sposób planowania, obsługi zmian, wyceny, kontroli jakości czy komunikacji z klientem odróżnia Cię od rynku. Wtedy „dopasowanie firmy do systemu" może oznaczać spłaszczenie przewagi.
Oprogramowanie dedykowane zwykle oznacza wyższy koszt początkowy i dłuższy czas realizacji. W zamian daje pełne dopasowanie do specyfiki organizacji: system ma wspierać Twoje procesy, a nie wymuszać kompromisy. Z perspektywy wielu firm ważny jest też aspekt własności: przy rozwiązaniach dedykowanych nie płacisz klasycznych opłat licencyjnych za użytkowników, a rozwój funkcji może być planowany pod Twoją strategię. Finansowo często oznacza to, że próg wejścia jest wyższy, ale później łatwiej budować długofalowy zwrot — szczególnie gdy firma rośnie i unika kosztów „doklejania" kolejnych narzędzi.
Najważniejsze pytanie brzmi więc: czy Twoje procesy są standardowe, czy są źródłem przewagi? Jeśli przewaga wynika z procesów, gotowe narzędzie może ją ograniczyć. Jeśli przewaga wynika głównie z rynku, skali lub relacji, gotowy system może być dobrym sposobem na szybkie uporządkowanie fundamentów.
Cyfryzacja nie musi zaczynać się od wielkiego projektu, który obejmuje wszystko. Najbezpieczniej zacząć od zrozumienia, gdzie dziś najbardziej „ciekną" pieniądze i czas. W praktyce jest to proces porządkowania decyzji, a nie jednorazowy zakup.
Na początek warto przejść przez firmę wzdłuż przepływu informacji: od zapytania i zamówienia, przez planowanie i produkcję, po magazyn, wysyłkę i fakturowanie. W każdym z tych punktów zadaj proste pytanie: gdzie informacja jest przepisywana, dublowana albo „potwierdzana na oko"? Tam zwykle jest wąskie gardło.
Drugim krokiem jest policzenie czasu traconego na powtarzalne czynności manualne. Nie „na oko", tylko w miarę rzetelnie: ile godzin tygodniowo idzie na wprowadzanie tych samych danych, uzgadnianie rozbieżności, poprawki, przygotowywanie raportów. To najprostsze paliwo do policzenia ROI, bo jest mierzalne i łatwe do przeliczenia na koszty.
Trzecim krokiem jest rozmowa z partnerem, który potrafi przełożyć procesy produkcyjne na rozwiązania informatyczne i pomoże oszacować potencjał oszczędności. Dobre podejście nie zaczyna się od „zrobimy system", tylko od „sprawdźmy, które usprawnienia dadzą największy zwrot i w jakiej kolejności". W Aveneo specjalizujemy się w projektowaniu dedykowanego oprogramowania dla firm produkcyjnych i często zaczynamy właśnie od krótkiej konsultacji oraz wstępnej analizy potrzeb, żeby uporządkować zakres i priorytety przed rozmową o budżecie.
Warto też pamiętać, że w ekosystemie produkcyjnym rzadko chodzi o jedno narzędzie. Często chodzi o integrację i spójny przepływ informacji. Jeśli chcesz pogłębić temat, zajrzyj do innych materiałów Aveneo dotyczących automatyzacji, systemów do zarządzania produkcją, czy integracji systemów w firmie — te obszary bardzo często determinują realny koszt cyfryzacji i realne ROI.
Koszt cyfryzacji firmy produkcyjnej nie sprowadza się do jednej liczby, bo zależy od procesów, integracji, skali zmiany i planu rozwoju. Jednocześnie brak cyfryzacji ma bardzo konkretną cenę: setki godzin ręcznej pracy rocznie, błędy w zamówieniach, opóźnione decyzje i dłuższe czasy realizacji, które wprost przekładają się na konkurencyjność.
Dobrze zaplanowana inwestycja IT w produkcji zwraca się najczęściej w perspektywie 18–36 miesięcy, a później przynosi czyste oszczędności oraz większą odporność operacyjną. W 2026 roku dodatkowym czynnikiem przyspieszającym modernizację są zmiany regulacyjne, w tym KSeF, które wymuszają aktualizacje i porządkowanie obiegu danych.
Jeśli chcesz sprawdzić, jak wygląda ROI oprogramowanie w Twojej firmie, skontaktuj się z Aveneo. Oferujemy bezpłatną konsultację i wstępną analizę potrzeb, które pomogą oszacować potencjał oszczędności i zaplanować cyfryzację etapami — bez zgadywania i bez przepalania budżetu.
Maciej jest doświadczonym starszym analitykiem i menadżerem projektów IT w firmie aveneo. Posiada bogatą wiedzę i umiejętności w zakresie zarządzania projektami rozwoju oprogramowania, a także wdrażania i integracji systemów informatycznych. Dzięki swoim kompetencjom Maciej skutecznie zarządza zespołami projektowymi i zapewnia terminową realizację oraz najwyższą jakość.