Dowiedz się więcej
Poznaj i zrozum jak wygląda
Technologia
Elastyczne zespoły
Sztuczna inteligencja
Cloud / chmura
Rozwój oprogramowania
Projektowanie produktów cyfrowych
Wybrane technologie
Usługi serwisowe IT
Fintech
Przemysł i produkcja
Rozwiązania dedykowane
Oprogramowanie produkcyjne
Rozszerzona rzeczywistość
Oprogramowanie dla branży HoReCa
Ostatnie lata mocno „przetestowały" produkcję. Pandemia, przerwane dostawy, problemy z transportem i dostępnością komponentów uświadomiły wielu firmom, jak kruchy bywa tradycyjny łańcuch dostaw. Magazyny potrafiły pękać w szwach od części kupionych „na zapas", a jednocześnie brakowało dokładnie tych materiałów, bez których nie dało się ruszyć z kluczowym zleceniem. W efekcie cierpiało wszystko: terminy, marża, relacje z klientami i spokój zespołów.
W sierpniu 2023 coraz więcej firm produkcyjnych patrzy na ten problem bardziej pragmatycznie niż jeszcze 3–4 lata temu. Cyfryzacja łańcucha dostaw przestaje być hasłem z prezentacji, a staje się praktycznym sposobem na odzyskanie kontroli nad przepływem materiałów i zleceniami. Nie chodzi o rewolucję „z dnia na dzień", tylko o stopniowe porządkowanie informacji i decyzji tak, aby firma przestała działać „na oko", a zaczęła opierać się na aktualnych danych.
Cyfrowy łańcuch dostaw można najprościej opisać jako sposób organizacji, w którym informacje o zamówieniach, stanach magazynowych, dostawach i produkcji płyną automatycznie między wszystkimi osobami i działami zaangażowanymi w proces. Zamiast sytuacji, w której każda komórka ma „swoją prawdę" w mailach, telefonach i arkuszach, firma buduje jeden, spójny obraz tego, co naprawdę dzieje się tu i teraz.
W tradycyjnym podejściu dużo decyzji zapada na podstawie doświadczenia i intuicji — często bardzo cennej, ale jednak obarczonej ryzykiem. Jeśli kierownik magazynu „czuje", że trzeba domówić elementy, zwykle robi to z myślą o bezpieczeństwie, a nie o kapitale zamrożonym na półkach. Jeśli planista produkcji słyszy, że transport jest opóźniony, próbuje ręcznie przekładać zlecenia i „ratować" terminy. W cyfrowym łańcuchu dostaw te same osoby podejmują decyzje szybciej i pewniej, bo widzą aktualne dane w jednym miejscu, a system pomaga im zauważyć skutki zmian zanim te rozleją się po całej organizacji.
Warto mocno podkreślić jedną rzecz: nie chodzi o zastąpienie ludzi „automatami". Chodzi o to, żeby zespół nie tracił energii na odtwarzanie rzeczywistości z kawałków informacji. Gdy podstawy są uporządkowane, doświadczenie pracowników działa jak mnożnik efektów — a nie jak plaster na chaos.
Pierwszy obszar to widoczność i kontrola, czyli możliwość sprawdzenia w każdej chwili, co dzieje się z zamówieniami, dostawami i materiałami. Firma wie, czy komponent został już wysłany, gdzie jest dostawa, jak wygląda stan magazynu i czy plan produkcji ma realne pokrycie w dostępnych zasobach. Znika codzienna gimnastyka pod tytułem „kto wie, gdzie to utknęło" i seria telefonów „gdzie jest moja dostawa". W wielu zakładach realnym kosztem nie jest nawet samo opóźnienie, tylko czas ludzi potrzebny, by w ogóle ustalić status — często można przyjąć, że średnio nawet około 15% czasu pracowników operacyjnych ucieka na ustalanie „co z czym i na kiedy", a nie na pracę, która tworzy wartość.
Drugi obszar to optymalizacja zapasów. W dobrze poukładanym podejściu firma przestaje kupować „na wszelki wypadek", a zaczyna zamawiać w oparciu o realny plan i zużycie. To zmienia rozmowę w zarządzie: zamiast dyskusji o tym, czy magazyn „jest pełny", pojawia się pytanie, ile gotówki mamy zamrożone w materiałach oraz czy zapas odpowiada rzeczywistemu ryzyku i planom sprzedażowym. W praktyce wdrożenia oparte o lepszą kontrolę przepływu materiałów pozwalają redukować koszty magazynowania nawet o 15–20% — bez obniżania bezpieczeństwa produkcji, a często wręcz je zwiększając.
Trzeci obszar to szybsza reakcja na zmiany. Zmiana zamówienia przez klienta, opóźnienie u dostawcy, brak na magazynie albo nagłe priorytety sprzedażowe — to wszystko nie zniknie, bo świat jest niestabilny. Różnica polega na tym, czy firma dowiaduje się o problemie, gdy jest już „pożarem", czy wtedy, gdy da się go jeszcze spokojnie opanować. W cyfrowym łańcuchu dostaw wpływ zmiany widać od razu: planista wie, które zlecenia są zagrożone, co można przełożyć, a co wymaga szybkiej decyzji zakupowej. Dzięki temu kryzysy zdarzają się rzadziej, są mniejsze i mniej kosztowne.
Wyobraźmy sobie średniej wielkości producenta mebli tapicerowanych, działającego w Polsce i obsługującego zarówno krajowych partnerów, jak i klientów z zagranicy. Firma ma stabilne zamówienia, ale po ostatnich zawirowaniach rynkowych pracuje w ciągłym napięciu: terminy są coraz trudniejsze, a dostępność materiałów potrafi zmieniać się z tygodnia na tydzień. Zakupy materiałów w dużej mierze opierają się na intuicji kierownika magazynu i ręcznych zestawieniach przygotowywanych w arkuszach. Jednego dnia brakuje tkanin w konkretnym kolorze, innego pianek o określonej gęstości — i nagle całe gniazdo produkcyjne stoi, bo nie da się dokończyć zlecenia.
Jednocześnie w magazynie zalegają akcesoria zamawiane „żeby były": okucia, elementy drewniane, dodatki, które w teorii miały przyspieszyć pracę, a w praktyce leżą miesiącami. Co gorsza, firma zatrzymuje produkcję z powodu braków 2–3 razy w miesiącu. Zatrzymanie nie oznacza tylko przestoju pracowników — to także przekładanie harmonogramu, pilne transporty, nerwowe telefony do dostawców i konieczność tłumaczenia się klientom. Właściciel widzi, że problem nie leży w „braku zaangażowania", tylko w tym, że firma nie ma jednej wersji prawdy o zapasach, planie i dostawach.
Po wdrożeniu rozwiązania porządkującego łańcuch dostaw firma robi krok, który na pierwszy rzut oka wydaje się prosty, ale zmienia codzienność: zamówienia materiałów zaczynają wynikać bezpośrednio z planu produkcji, a stany magazynowe są aktualne i spójne. Pojawiają się alerty o niskich stanach i sygnały, że konkretne zlecenie będzie zagrożone, jeśli materiał nie dotrze w określonym terminie. Dodatkowo wybrane informacje są dostępne w prosty sposób dla kilku działów naraz, więc odpada duża część „ręcznego uzgadniania" i gaszenia pożarów.
Po kilku miesiącach efekty są zauważalne i mierzalne. Przestoje spowodowane brakami materiałów spadają o około 80%, bo problemy są wychwytywane wcześniej, a zakupy przestają być reaktywne. Koszty magazynowania są niższe o około 18%, bo firma ogranicza nadmiary i uwalnia kapitał. Terminowość dostaw do klientów rośnie do 95%, co poprawia relacje handlowe i stabilizuje plan produkcji. Największa zmiana jest jednak „miękka": zespół przestaje działać w ciągłym stresie, a zaczyna pracować w przewidywalnym rytmie.
Cyfryzacja łańcucha dostaw nie musi oznaczać wielkiego projektu, który paraliżuje organizację na miesiące. W praktyce lepiej działa podejście etapowe: najpierw porządkowanie największego bólu, potem rozszerzanie rozwiązania na kolejne obszary. Żeby to miało sens, start powinien być bardzo konkretny i osadzony w realnych problemach, a nie w ogólnych hasłach.
Na początku warto rzetelnie opisać obecny stan i wskazać miejsca, gdzie firma traci czas lub pieniądze. Czasem jest to brak widoczności dostaw, czasem chaos w stanach magazynowych, a czasem ręczne przekładanie produkcji przy każdej zmianie zamówień. Dobrze zrobiona diagnoza szybko pokazuje, które procesy „puchną" od wyjątków i ręcznych obejść, a które są stabilne i nie wymagają pilnych zmian.
Pomaga w tym krótka checklista pytań, które można przejść z zespołem operacyjnym:
Kolejny krok to określenie priorytetów. W wielu firmach najszybszy zwrot daje uporządkowanie danych o zapasach i powiązanie ich z planem produkcji, bo to ogranicza jednocześnie przestoje i nadmiary. W innych — priorytetem jest kontrola dostaw i jasny status zamówień, bo to właśnie brak informacji tworzy największe koszty pośrednie. Najważniejsze jest, by wybrać 1–2 obszary startowe i dowieźć efekt, zamiast próbować zrobić wszystko naraz.
Wybór partnera wdrożeniowego ma znaczenie, bo produkcja rządzi się swoją logiką, a „uniwersalne podejścia" często rozbijają się o realia hali i magazynu. Warto szukać zespołu, który potrafi przełożyć procesy operacyjne na proste narzędzia i integracje, a nie tylko dostarczyć rozwiązanie „z półki". Dobry partner zacznie od zrozumienia, jak działa firma: jak planuje, jak kupuje, gdzie powstają wyjątki, kto podejmuje decyzje i gdzie dziś giną informacje.
Na koniec — wdrożenie etapowe. Podejście pilotażowe pozwala uniknąć paraliżu i daje szybkie wnioski. Często wygląda to tak:
Cyfryzacja łańcucha dostaw to dziś mniej kwestia „czy warto", a bardziej „kiedy zaczynamy". Po doświadczeniach ostatnich lat wiele firm wie już, że brak kontroli nad przepływem materiałów i informacji kosztuje znacznie więcej niż samo wdrożenie zmian. Co ważne, przewaga nie bierze się z futurystycznych pomysłów, tylko z codziennej przewidywalności: mniejszej liczby przestojów, niższych kosztów magazynowania, lepszej terminowości i szybszego podejmowania decyzji.
Jeśli myślisz o uporządkowaniu logistyki i zaopatrzenia w firmie produkcyjnej, Aveneo jako software house tworzący dedykowane oprogramowanie i pracujący z firmami produkcyjnymi może pomóc przejść przez ten proces krok po kroku: od analizy i mapowania działań, przez zaprojektowanie rozwiązania, po wdrożenie i połączenie z tym, co już działa w Twojej organizacji. Jeśli chcesz porozmawiać o tym, od którego miejsca zacząć i jakie efekty można realnie osiągnąć w Twoich warunkach — zapraszam do kontaktu.
Milena jest odpowiedzialna nie tylko za opiekę nad kluczowymi klientami firmy, ale przede wszystkim za nawiązywanie nowych relacji biznesowych naszego software house. Z zaangażowaniem dba również o potrzeby wewnętrzne, zapewniając niezakłócony proces biznesowy. Dzięki jej pracy aveneo jest silnym i stabilnym software house.